Na starcie postawmy pytanie o odpowiedzialność radnych za podejmowane decyzje. W Polsce nie ma odpowiedzialności radnych za treść i jakość podejmowanych uchwał. Jest jedyna tzw. odpowiedzialność polityczna, czyli nadzieja, że wyborcy rozliczą radnego przy następnych wyborach, jeśli ten zechce jeszcze raz kandydować. Rada może popełniać błędy, powtarzać je, ignorować analizy i opinie, głosować, jak podpowie. Tak mogą czynić radni lub przewodniczący czy wójt. I nic się nie dzieje. Odpowiedzialność ponosi tylko uchwała – nigdy radny. Uchwała co najwyżej może być uchylona, unieważniona, poprawiona. Zakładając, iż organ nadzorczy wychwyci błędy w uchwale lub też ktoś wskaże je wojewodzie.
Jak to zmienić? Patrzeć na ręce radnym, budować w społeczeństwie świadomość i poczucie wstydu, człowieczeństwa i odpowiedzialności za podejmowane decyzje, zmienić zapisy ustawowe. W końcu traktować samorząd nie jako lokalne kółko wzajemnej adoracji, lecz jako stanowienie prawa z realnymi konsekwencjami dla finansów i mieszkańców. itp. Radny który wie, że jego głosowanie może skończyć się sankcją, to radny, który czyta dokumenty, myśli przed podjęciem decyzji.
Z wieloletniej obserwacji pracy lokalnych radnych, wyłania się niestety smutny obraz skutków ich bezkarności. Dotyczy to również i parlamentarzystów. Cóż, po co radny ma się starać, pracować by nie popełnić błędu, skoro i tak za niego nie odpowiada. Pozostaje jednak zwykła ludzka przyzwoitość, ale czy ona coś znaczy…?

