„W szkole jak w domu” – tak swego czasu o szkole w Dąbrówce mówił jej dyrektor Andrzej Przeradzki. I nic się raczej w tym zakresie nie zmieniło do dnia dzisiejszego, z małym wyjątkiem, demografia daje o sobie znać. Coraz więcej nas umiera, a dzieci rodzi się mniej. W tej sytuacji każde narodzone dziecko to nieoceniony skarb społeczny i narodowy. W dobrze pojętym naszym interesie jest, abyśmy nie zatracili się i temu ma służyć właśnie nasza poprawna troska o lokalną oświatę.
Kilka słów na przykładzie Szkoły Podstawowej w Dąbrówce noszącej obecnie imię Leśników i Pszczelarzy. Wkrótce szkoła otrzyma też sztandar. A jak z ilością uczniów. I tu jawi się problem. Jeśli w obrębie działania szkoły są dzieci, to część z nich uczy się w sąsiednich placówkach. Powody są przeróżne. Co zatem uczynić, aby młodzi ludzie zechcieli wpierw łączyć swoje życie lokalnymi stronami, aby decydowali się na posiadanie liczniejszego potomstwa? Aby tak było, to zadanie dla ludzi mających stosowne kompetencje w tym zakresie, ale po części i nasze, aby wybierać prawdziwych lokalnych patriotów. Myślących i działających perspektywicznie, szeroko. Nie od wyborów do wyborów, z dnia na dzień.
Życie szkoły musi przeplatać się z życiem wioski, szkoła i wioska muszą żyć razem. Te dwa domy muszą stanowić jedność. W przeciwnym razie ich los staje się przesądzony. Bez szkoły traci wioska, a szkoła traci wszystko. Lokalna społeczność musi oddychać całą piersią i to głębokim oddechem. Autentycznie dbajmy o nasze szkoły, nie działajmy w stosunku do nich z punktu widzenia finansów, czy doraźnych koniunkturalnych interesów określonych osób lub grup.

