Wiele niezrozumiałych rzeczy możemy napotkać w działaniu naszych samorządowców. Dopóki osoby sprawujące funkcje z wyboru nie będą ponosić odpowiedzialności za swoje czyny, decyzje itp., dotąd przedziwne sprawy będą mieć miejsce w życiu publicznym. Brak konsekwencji i możliwość szafowania publicznym groszem daje duże pole do popisu w rozkwicie postawy „i co mi zrobisz”?
W obecnym klimacie nikt z działaczy i sportowców, o których wspominałem wnioskując o ich uhonorowanie przez władze samorządowe, zapewne nie zechciałby już jej przyjąć, bo nic na siłę. Nagradzanie z musu nie ma dobrego smaku. Jednych się docenia. a jednocześnie wobec innych robi się wszystko, aby chociaż nie uścisnąć im przysłowiowej ręki za to co robią. Docenia się nawet bez podstawy prawnej i formalnego pisemnego wniosku, czyli na tzw „ustny wniosek”. A co się czyni w urzędzie na ustny wniosek? Co na ten temat mówią przepisy kpa czy ustawa o finansach publicznych?
Jasno należy podkreślić, że nagradzanie zasłużonych mieszkańców gminy jest jak najbardziej na miejscu, zasadne i wskazane. To działanie dla dobra wspólnego. Swego czasu proponowałem też, aby zorganizować w jakiś sposób, być może jedną tzw. galę mistrzów gminnych i docenić w jednym czasie i w jednym miejscu wszystkich. Zamrażarka gminna ma się jednak dobrze.
„Samorządowi eksperci sportowi” ustnie potrafili zawnioskować, ale przelać tego na papier jak wymaga prawo, to już nie? Jaka też jest podstawa prawna ich wniosku? Jeśli są jakieś braki formalne, to jest takie coś jak telefon, zapytanie, wezwanie do uzupełnienia etc. W czym więc problem sięgnąć po te narzędzia? Powiedzmy wprost, jeśli nie chce się docenić innych niż osoby z własnego kręgu, to się tego nie czyni, i tyle. Zrobi się wiele, aby tak było. Jedynie winny się tłumaczy.
Działanie Komisji Skarg Wniosków i Petycji również może budzić wątpliwości odnośnie zachowania prawa, obowiązujących zasad, etyki i reguł. Należyte przestrzeganie procedur w rozpatrywania spraw, wydaje się iż nie jest mocną stroną tejże Komisji. Jej działanie w ramach swoich kompetencji, także budzi kontrowersje. Czas najwyższy po trzech latach pracy nauczyć się pewnych spraw. Ale po co? Nic jej przecież nie grozi za to co robimy? Prawo jest dla maluczkich, wybrańcy są poza nim.
Jak pokazuje życie, skuteczną metodą do „wymuszenia” pewnych postaw i działań na samorządowców jest ”ingerencja z zewnątrz”. Kwestie: zmian w statucie gminy, oświetlenia ulicznego w jednej z wiosek, cmentarza wojennego w Dąbrówce to jedne z ostatnich spraw, które drgnęły dopiero po owej „interwencji”. A tak to tylko samorządowe „NIE”, tak dla zasady „nie bo nie” lub też dyskredytowanie wnioskodawców. Nie ma najmniejszego sensu ustawiczne proszenie kogoś z zewnątrz o pomoc, aby prawidłowo załatwić prozaiczne sprawy. Może nadejdzie czas zmian i na tym polu? Nadzieja ponoć umiera ostatnia. Budujmy, nie niszczmy.
Nie są raczej działaniem w interesie dobra wspólnego, próby dyskredytowania osób które autentycznie swym życiem potwierdzają postawę pro publico bono. Rozejrzyjmy się wokół, takich osób u nas nie brakuje, ale nie zawsze one mają taką samą wizje lokalnej wspólnoty samorządowej. Czyli jaką? Taką, w której zachowane są prawda, szacunek, poszanowanie drugiego człowieka, sprawiedliwość etc, gdzie zło nazywane jest złem, a dobro dobrem, gdzie zła nie stawia się na piedestale i nie adoruje się go. I tu tkwi też jeden z elementów źródła wspomnianych pewnych przedziwnych sytuacji z lokalnego życia samorządowego.
Poniżej skan pisma UG Lelis w kwestii sportowych nagród. Uważnie analiza z łatwością da jasne wnioski. Idąc lub nie na wybory przyczyniamy się do istnienia takich sytuacji.



