Nie było „Teleranka”, nie było Kongresu Kultury, nie było telefonów, programów radiowych, koncertów – stan wojenny przeciął codzienność mieszkańców Polski; przecinał ją w różnych miejscach i sferach, zależnie od miejsca osoby i grupy.
Jawił się inaczej przeciętnym obywatelom PRL, którzy zbudzili się 13 grudnia w nieświadomości sytuacji, niż pięciu tysiącom internowanych, których nocą zabrano z domów, inaczej jeszcze pięćdziesięciu tysiącom żołnierzy, uczestniczących aktywnie we wprowadzaniu stanu wojennego. Inaczej zwolennikom „Solidarności”, inaczej stronnikom władzy. Inaczej dzieciom, inaczej dorosłym; inaczej starszym osobom samotnym lub chorym oczekującym na domową wizytę w poniedziałek, na zabieg czy iniekcję. Inaczej mieszkańcom wsi, inaczej miast: przywoływane dziś obrazy 13 grudnia są obrazami miejskimi. Na skrzyżowaniach stoją transportery, żołnierze grzeją się przy koksownikach.
Dalsza część artykułu pod linkiem:






